siems,
przeniosę tu całego bloga z onetu. tylko najpierw obeznam się, co i jak. musze pokombinować z kolorami, ustawieniami i takie tam.
- James? – szepnęłam obserwując, jak z uśmiechem obraca twarz w moim kierunku. – Jest jakiś sposób, by znaleźć się z powrotem na Ziemi? Nie mówię o wyzdrowieniu, tylko… no wiesz.
- Jest – odpowiedział jak gdyby nigdy nic. Zaraz potem oberwał pustym pudełkiem po popcornie po twarzy.
- I nic mi nie powiedziałeś?! – krzyknęłam, wymachując rękoma na wszystkie strony. Mój rozmówca otrzepywał właśnie ramiona z nie pękniętych ziarenek kukurydzy, jednak nie ściągnął z twarzy pudełka, a jedynie zrobił w nich otwory na oczy. Debil.
- Bo nie pytałaś – dodał niewzruszony. Dla frajdy zamachał skrzydłami, robiąc tym samym lekki wiatr i sprawiając, że rozrzucone za jego sprawą śmieci zniknęły gdzieś pod sąsiednimi fotelami. Założyłam zaciśnięte pięści na biodra i zmarszczyłam czoło.
- Domyślasz się, jakie będzie moje pytanie – rzuciłam bez jakichkolwiek emocji.
- A ty domyślasz się mojej odpowiedzi – skonfrontował. – Nie mogę ci tego powiedzieć.
Coś ukłuło mnie pod żebrami. Ostatnie zdanie, jakie wypowiedział wydawało mi się być oschłe, zdecydowanie niepodobne do reszty tez wygłaszanych przez niego podczas naszych lekcji. Otworzyłam szeroko oczy, wyraźnie zdziwiona.
- Dlaczego? – spytałam, lekko niepewnie. – Na miłość boską, przecież wiesz, że to jedna z niewielu rzeczy, którą chce znać!
James wsadził rękę pod swoje pudełko. Chyba dłubał w nosie. Starałam się o tym nie myśleć wierząc, że dowiem się czegoś więcej, jeśli będę nieco milsza i nie będę wyzywać go od kretynów, jakkolwiek by się nie zachowywał.
- Nie powiem ci – wzruszył ramionami. – Szef mi nie pozwolił.
- James – westchnęłam. – Wiesz przecież…
- Tak, wiem, że kochasz Jeremy’ego i nie pragniesz niczego więcej, jak znów być człowiekiem z krwi i kości – zaczął lekko ostrawym tonem, co wbiło mnie w fotel. Nigdy wcześniej nie używał wobec mnie takiej barwy głosu tłumacząc, że duchy nie mają uczuć. – Wszyscy to wiemy. Ale nie mogę ci pomóc. Jeśli powiedziałbym ci o tym, a jeszcze nie daj Boże spełniłabyś warunki, skończyłoby się to tragicznie.
- Dla mnie? – spytałam. Ręce drżały mi jak na mrozie. – Mogę nawet umrzeć, byleby jeszcze raz móc…
- Nie dla ciebie – wyjaśnił szybko. Jego jasnobrązowe oczy błyszczały w ciemnościach kina, jakby płonęły. – Dla nas wszystkich. Zaczynając od ciebie, poprzez mnie i pozostałych, a na Jeremy’m i Lovely kończąc.
Czułam się zawiedziona. Nie mogłam mieć do niego pretensji, niemniej jednak moje alter ego podjęło właśnie nieodwołalną decyzję: chciało za wszelką cenę dowiedzieć się, czymże jest ta tajemnica. Zdrowy rozsądek zaczął protestować jeszcze nim James ściągnął z głowy ten idiotyczny, papierowy i śmierdzący spalenizną hełm.
- Wiem, że jak kobieta zrobi awanturę i się rozpłacze, to dwa plus dwa wynosi pięć. Ale nie tym razem. Uno y uno no siempre son dos, Invisible Rodriguez.
Po raz ostatni spojrzałam w stronę kinowego ekranu. Jeremy właśnie patrzył w moje zamknięte oczy, przyciskając do swoich ust moją bezwładną, pełną siniaków powstałych wskutek pobierania krwi dłoń. Szeptał coś o mnie, naszych dzieciach noszących dziwne imiona, deszczu i ekologicznym gospodarstwie. Był rozsypany jak tynk w mojej sali od hiszpańskiego.
- James? – spytałam, nie odwracając się do niego.
- Mhm? – mruknął, również nie przerywając obserwacji i analizy tego, o czym był film. Nie chciało mi się używać słów, które i tak niczego by w tym momencie nie wyjaśniły: odblokowałam mu po prostu swoje myśli. Nie minęły trzy sekundy świetlne, a już o wszystkim wiedział. Nie powiedział nic więcej: po prostu mi przytaknął. Nie zdążył do końca wykręcić się na fotelu w moją stronę. Z siłą huraganu uderzyłam w jego mostek nie panując nad tym, że moje oczy stały się dwoma odrębnymi wodospadami. Nie szczędząc krtani płakałam i krzyczałam jednocześnie wiedząc, że moja sytuacja jest głupia. Najzwyczajniej w świecie głupia.
Przytulił mnie delikatnie, lecz z kamienną twarzą. Był bardziej bezradny, niż ja.
- Gdybym był człowiekiem, chyba bym przez ciebie umarł, dziewczyno – pokręcił głową, okrywając mnie swoimi skrzydłami jak tarczą, by żadne zmartwienie już do mnie nie dotarło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz